<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Jest rada">
<author_1="E. Kozłowska">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="1">
<date="1951-01-14">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
W domu zapłakana babcia nakrywała właśnie do stołu. Piotruś odrabiał lekcje. Zobaczywszy — matkę, podbiegł ku niej. — Mamo, pani gospodyni tak krzyczała na babcię! — opowiadał z przejęciem. — Bo babci rozsypały się śmiecie na schodach. Ale zaraz sprzątnęliśmy, mamo! — Nie martwcie się, w najbliższy poniedziałek pójdę do gminnej rady narodowej i nareszcie znajdę lekarstwo na nią — oświadczyła Jadwiga. — Byłaś już przecież kiedyś u sołtysa, no i co? — odezwała się babcia. — Powiedział, że wszystko załatwi, a tylko jeszcze gorzej potem było. Daj lepiej spokój! — Sołtysa tego już nie ma. Nic nie załatwił, bo on przecież razem z właścicielami domów kombinował. A w gminnej radzie załatwię. Zobaczycie! W poczekalni było już kilka osób do przewodniczącego GRN, gdy Jadwiga weszła i usiadła na wolnym krzesełku. Rozmowa zainteresowała ją. — Trzeba przecież, żeby się nareszcie zajęli tą spółdzielnią. Dlaczego za torem zawsze mają towar — a tu nigdy ani masła, ani jaj dostać nie można? Czy nie dlatego, że tuż obok jest prywatna restauracja, która wszystko wykupuje? — perorowała kobieta w chustce. „Racja — myślała Jadwiga. — Niech Rada zrobi z tym porządek i wreszcie przyszła kolej i na nią. Rzeczowo i spokojnie zreferowała swoją sprawę. — Dobrze, że przychodzicie, obywatelko — powiedział przewodniczący, notując co powiedziała. — My już chcieliśmy się zająć waszą gospodynią. Ona i inne grzechy ma na sumieniu. Wczoraj znaleźliśmy u niej wolne mieszkanie, w którym był skład mebli. Załatwimy i waszą sprawę, nie bójcie się. Przestanie wam podwyższać komorne i szykanować.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
